Jednodniówka na 20-lecie Zespołu Szkół Salezjańskich
Pełne teksty jednodniówki, cały wywiad z Księdzem Dyrektorem i nie tylko:
Wszystko, co się nie zmieściło w gazecie
Drukowana jednodniówka jubileuszowa jest z konieczności skrótem. Wiele osób przekazało nam długie, ciepłe wspomnienia, ks. Dyrektor odpowiedział na dwadzieścia pytań, pani Zuzanna Piechota – absolwentka i dziś nauczycielka – opowiedziała o szkole z dwóch stron katedry. Tutaj znajdziesz to wszystko w pełnej, nieskróconej formie.
Zapraszamy do lektury w wolnej chwili — najlepiej z kawą, niespiesznie. To nie jest tekst, który czyta się na stojąco.
Spis treści
- Wspomnienia nauczycieli — Joanna, Martyna, Lidia
- Karina Czarnecka: Szkoła za 20 lat
- Charakter szkoły i osiem par, które się tu poznały
- Wspomnienia absolwentów — fragmenty z konkursu
- Wywiad z Zuzanną Piechotą — absolwentką i nauczycielką
- Wywiad z Ks. Dyrektorem Arkadiuszem Szymczakiem — 20 pytań
- Szkoła w liczbach
- Licealna Grupa Teatralna
- BELFER — szkolna gala pełna emocji
„Miałam pojawić się tu na chwilę. Zostałam szesnaście lat.”
Trzy nauczycielki opowiadają o tym, jak zmieniała się szkoła, którą znają od środka — i co pozostało takie samo.
Pokój nauczycielski miał jeden komputer
Pracuję w tej szkole już 16 lat. Początkowo miałam pojawić się tu tylko na zastępstwo — na chwilę, na moment. A jednak zostałam na dłużej… aż 16 lat. W tym czasie szkoła bardzo się zmieniła. Dziś trudno mi sobie wyobrazić, że dawny mały pokój nauczycielski to dzisiaj gabinet pani Agnieszki — pedagog. Stał tam jeden komputer, czajnik i drukarka. W tamtym czasie pracowało nas około 30 nauczycieli. To zupełnie inny obraz niż ten, który znamy dziś.
Z dużym sentymentem wracam też do dawnych poranków, kiedy codziennie o 7:50 spotykaliśmy się wszyscy na drugim piętrze, całą społecznością szkolną, na wspólnej modlitwie. To były wyjątkowe chwile, które budowały naszą wspólnotę.
Te wspomnienia pokazują, jak wiele się zmieniło, ale też jak ważne są chwile, które razem przeżyliśmy.
— Joanna Zakrzewska, 16 lat w szkole
Dziesięć lat — i wciąż wraca się tu z przyjemnością
Z okazji 20-lecia szkoły pragnę podzielić się krótką refleksją po 10 latach pracy w tym wyjątkowym miejscu. To był czas pełen inspirujących spotkań, wspólnych sukcesów i codziennej życzliwości. Największą wartością tej szkoły są dla mnie ludzie — wspaniała młodzież, z którą można budować relacje oparte na wzajemnym szacunku i zaufaniu, oraz grono współpracowników tworzących atmosferę wsparcia i współpracy.
Ogromnie doceniam również otwartość i zaangażowanie Dyrekcji, dzięki którym szkoła jest miejscem przyjaznym, pełnym dobrej energii i sprzyjającym rozwojowi zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Cieszę się, że mogę być częścią tej społeczności i wspólnie tworzyć miejsce, do którego każdego dnia wraca się z przyjemnością.
— Martyna Salamon-Banaszak
Pierwsza Złota Igła — skromnie i z improwizacją
Jubileusz 20-lecia Zespołu Szkół Salezjańskich to wyjątkowy moment pełen wzruszeń, wspomnień i refleksji nad tym, jak wiele udało się wspólnie stworzyć przez lata. To także okazja, by wrócić pamięcią do wydarzeń, które na stałe zapisały się w historii szkoły i w sercach nauczycieli oraz uczniów.
Jednym z moich najpiękniejszych wspomnień pozostaje pierwsza edycja konkursu Złota Igła Salezjańska, która odbyła się w 2013 roku. Dziś konkurs świętuje swoją 10. edycję i stał się ważnym wydarzeniem promującym młode talenty modowe oraz pasję do projektowania i krawiectwa. Jednak początki były bardzo skromne i pełne improwizacji.
— Lidia Cieśla-Bąkiewicz
✻ ✻ ✻
↑ wróć do spisuNowoczesna, ale wierna wartościom
Wyobrażenie o tym, jaka będzie nasza szkoła w 2046 roku — pisane przez kogoś, kto uczy w niej dzisiaj.
Za 20 lat wyobrażam sobie Liceum Salezjańskie w Poznaniu jako szkołę nowoczesną, ale nadal mocno opartą na swoich wartościach. Technologia na pewno będzie jeszcze bardziej obecna — lekcje mogą wyglądać inaczej niż dziś, być bardziej interaktywne; może pojawi się więcej nauki projektowej, współpracy międzynarodowej czy indywidualnych ścieżek rozwoju dla uczniów.
Jednocześnie mam nadzieję, że nie zmieni się to, co najważniejsze — relacje między ludźmi. Chciałabym, żeby nadal była to szkoła, w której uczeń czuje się zauważony, bezpieczny i traktowany z szacunkiem. Miejsce, gdzie nie tylko przygotowuje się do matury, ale też uczy się odpowiedzialności, empatii i odwagi w podejmowaniu decyzji.
— Karina Czarnecka, nauczycielka informatyki
✻ ✻ ✻
↑ wróć do spisuDrugie pokolenie już tu uczy się czytać
Niezwykła rzecz o naszej szkole — to, że tak wielu absolwentów wraca. Z dziećmi. A czasem z drugą połówką.
O szczególnym charakterze naszej szkoły świadczą m.in. takie zjawiska: wielu byłych wychowanków do dziś utrzymuje ze sobą i ze szkołą serdeczne kontakty; w szkole podstawowej rozpoczęło już naukę drugie pokolenie — dzieci naszych najstarszych roczników absolwentów; kilkoro byłych wychowanków szkoły dziś współtworzy naszą społeczność jako nauczyciele.
Najciekawszą sprawą jest to, że wśród 15 roczników, które od roku 2012 zdążyły zdać maturę w PSLO, aż osiem par dawnych uczniów tworzy małżeństwa:
✻ ✻ ✻
↑ wróć do spisu„Szkoła ta w jakiś sposób przyciągnęła nas do siebie”
Jedną z form podsumowania dwudziestolecia szkoły był literacki konkurs na wywiad wspomnieniowy. Z przeprowadzonych przez licealistów rozmów cytujemy fragmenty potwierdzające, że — mimo rozwoju i upływu lat — najważniejsze rzeczy pozostały niezmienne.
…bardzo dobrze wspominam atmosferę salezjańską, czy to wycieczka do Wilna, Warszawy do sejmu, czy także różnego rodzaju doświadczenia na chemii, a także na biologii. Szczególnie zapadło mi w pamięć przeprowadzanie sekcji zwłok na karaczanach madagaskarskich. Oczywiście miło wspominam chodzenie na osiemnastki, ale także naukę walca z moją panią wychowawczynią oraz studniówkę.
…przy wyborze liceum (…) bardzo mnie przekonało kółko gier figurkowych, prowadzone przez nauczyciela historii. W piątki zostawaliśmy po lekcjach i graliśmy głównie w Bolt Action. Była to gra strategiczna z wykorzystaniem figurek z okresu II wojny światowej. Ustawialiśmy je na makietach i graliśmy dowodząc oddziałami. (…) Czy przejmowałem się maturą? Nie, wiedziałem, że szkoła ma stuprocentową zdawalność, a ja raczej nie będę pierwszym, który jej nie zda. Czułem się dobrze przygotowany.
…moje pierwsze wrażenia jako ucznia PSLO? Po pierwsze: koniec mundurków! Oczywiście obowiązywały nas koszule, a później bluzy, ale przyznam, że nie byłem fanem mundurków ani w podstawówce, ani w gimnazjum, więc pozostawienie ich w szafie było przyjemną zmianą.
…najciekawsze lekcje? Na pierwszym planie była fizyka i matematyka — moje rozszerzenia, przedmioty, z którymi wiązałem przyszłość; które były też dla mnie bardzo ciekawe i dawały sporo satysfakcji… jak również sporo frustracji, kiedy wyliczona w zadaniu masa arbuza uporczywie wychodziła zbliżona do masy Słońca. Ciepło wspominam również język polski, ponieważ — mimo że nie byłem orłem i nie groziły mi tam zbyt wysokie oceny — to z pewnością zajęcia te bardzo poszerzyły konteksty kulturowe, znajomość literatury i znajomość myśli różnych epok, co rozwinęło mnie jako człowieka. (…) No właśnie — ludzie — z wieloma z tych, z którymi trzymałem się w liceum, mam kontakt do dzisiaj i są to przyjaźnie, które, miejmy nadzieję, zostaną na lata. Szkoła ta w jakiś sposób przyciągnęła nas do siebie; dzięki nim mam z liceum bardzo dobre wspomnienia, a relacje z nimi kształtują mnie do dzisiaj.
✻ ✻ ✻
↑ wróć do spisuMiędzy ławką a biurkiem nauczyciela
Fragmenty wywiadu Miłosza Różańskiego z panią nauczycielką Zuzanną Piechotą — absolwentką naszej Szkoły, która wróciła do niej w nowej roli.
(…) pani Zuzanna sama była kiedyś uczennicą tej szkoły, dlatego jej spojrzenie na to miejsce jest szczególne. Nasz wywiad stanie się okazją do wspomnień oraz refleksji nad tym, jak szkoła zmieniła się na przestrzeni lat i jak to jest wrócić do niej w zupełnie innej roli.
— Dlaczego wybrała Pani tę szkołę?
— W moim przypadku wszystko zaczęło się w czwartej klasie szkoły podstawowej — właśnie wtedy przekroczyłam próg tej szkoły po raz pierwszy. Był to szczególny moment, ponieważ szkoła dopiero powstawała, a ja stałam się częścią jej pierwszych lat. Początkowo była to decyzja moich rodziców, którzy postanowili przenieść mnie z poprzedniej placówki do Salezjanów. Z czasem jednak to ja zaczęłam decydować o swojej dalszej drodze. Wybór gimnazjum, a później liceum, był już świadomy i wynikał z czegoś więcej niż tylko przyzwyczajenie. Kierowały mną relacje — zarówno z nauczycielami, z którymi chciałam kontynuować naukę, jak i z ludźmi, którzy stali się mi bliscy. To właśnie te przyjaźnie, które wtedy się zawiązały i trwają do dziś, pozostają dla mnie niezmiennym źródłem radości. (…)
— Jak Pani ocenia atmosferę w naszej szkole? Czy było czuć wówczas klimat, którego nie spotykało się w innych szkołach?
— Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że klimat salezjański był obecny w latach mojej nauki i pozostaje do dziś. Objawiał się on w szkolnych obyczajach, takich jak słówko salezjańskie czy świętowanie wspomnienia świętego Jana Bosko. To są tradycje, które przetrwały. Myślę, że w charakterze naszej szkoły jest też coś unikalnego — to serdeczność i życzliwość w relacjach między uczniami, ale też między nauczycielami a uczniami. (…)
— Czy Pani również miała w swoich szkolnych latach doświadczenia związane z zajęciami pozalekcyjnymi? Czy pomogły się one Pani rozwinąć?
— Tak, zdecydowanie. Jak już wspominałam, dla mnie bardzo cenne było uczestnictwo w kółku dziennikarskim i tworzenie gazetki szkolnej. To był niezwykle rozwijający czas — możliwość dotknięcia pracy redaktora, pisania własnych tekstów. Bardzo odpowiadało mi to, że mogłam pracować samodzielnie, przy komputerze, a jednocześnie mieć realny wpływ na życie szkoły.
— Jak wyglądała wtedy gazetka szkolna?
— Podobnie jak dziś ukazuje się Salezjańskim Okiem, tak wtedy funkcjonowała Salezjańska Gaduła. Była to gazetka wydawana w formie papierowej, chyba raz w miesiącu — choć nie pamiętam już tego tak dokładnie. To było czasopismo z prawdziwego zdarzenia. Pojawiały się w nim felietony, artykuły z życia szkoły, różnego rodzaju relacje i wywiady.
— Na pewno opisywano w niej wiele szkolnych wydarzeń. Czy jakieś szczególnie utkwiło Pani w pamięci?
— Ojej, było ich tak dużo, że trudno mi wskazać jedno konkretne.
— To może inaczej… Czy spośród wszystkich wydarzeń, które się odbywały, jest jakieś, do którego ma Pani szczególny sentyment?
— W związku z tym, że rozmawiamy jeszcze w okresie Wielkiego Postu, to myślę, że mogłabym wspomnieć o wyjazdach na rekolekcje do Zaborówca. Zaczynały się już w pierwszej klasie gimnazjum i dawały możliwość oderwania się od codzienności. Był to czas większego skupienia, ale też integracji — na chwilę zamyśla się.
— Ja również bardzo cenię te wyjazdy. Cieszę się, że ta tradycja przetrwała. A skoro jesteśmy przy temacie wycieczek szkolnych — czy pamięta Pani jakiś szczególny szkolny wyjazd?
— Pierwsza wycieczka, na której byłam, odbyła się w czwartej klasie. Pojechaliśmy wtedy do zamku krzyżackiego w Gniewie. Był to dla mnie wyjątkowy wyjazd, bo pierwszy z nocowaniem. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o tradycyjnej wycieczce do Rzymu.
— Gdyby miała Pani opisać naszą szkołę jednym zdaniem…
— To miejsce, w którym wiele osób dokłada starań, aby było ono naprawdę dobre. I jeśli się to udaje, to jest to suma działań naprawdę wielu szczerze zaangażowanych osób.
— Wiele osób, zwłaszcza tych, które uczyły się w innych placówkach, mówi o rodzinnej atmosferze w naszej szkole. Czy Pani też tak uważa? Jeśli tak — to w czym się to przejawia?
— Myślę, że można to tak nazwać. Z perspektywy moich szkolnych lat widzę, że pomimo różnych momentów — zarówno tych dobrych, jak i trudniejszych — zawsze otrzymywałam wsparcie, kiedy go potrzebowałam. Miałam też przestrzeń do rozwijania swoich pasji i poczucie, że jestem doceniana — nie tylko za osiągnięcia, ale po prostu jako osoba. Myślę, że to właśnie składa się na tę rodzinną atmosferę. … i z perspektywy nauczyciela wydaje mi się, że ten klimat nadal istnieje. Mam nadzieję, że uczniowie również go odczuwają… Bardzo bym tego chciała.
✻ ✻ ✻
↑ wróć do spisu„Dane mi było zakładać tę szkołę i jest mi dane być dyrektorem od pierwszego dnia”
Pełny zapis dwudziestopytaniowej rozmowy z Księdzem Dyrektorem Arkadiuszem Szymczakiem — o trudnych początkach, mundurkach, fotografii, Janie Pawle II i marzeniu o absolwentach, którym w życiu się powiodło.
1. Kiedy pojawiła się u księdza myśl, aby wybrać ścieżkę kapłaństwa? Jak odkrywa się w sobie takie powołanie?
Prawdopodobnie gdzieś pod koniec szkoły podstawowej. Byłem ministrantem, jeździłem na oazy, więc przebywanie w takim środowisku było dla mnie czymś naturalnym i jak byłem już w szkole średniej, to potwierdziłem ten wybór.
2. Czy jest ksiądz dyrektorem tej szkoły od początku jej istnienia? Co daje księdzu największą satysfakcję w tej pracy?
Tak, jestem dyrektorem od samego początku. Zakładałem tę szkołę. Satysfakcję czerpię z wielu rzeczy. Cieszę się, gdy nasi uczniowie osiągają bardzo dobre wyniki w nauce. Gdy spotykam naszych absolwentów i widzę, że mają fajną pracę, że radzą sobie w życiu. Daje mi satysfakcję realizacja pewnej wizji — coś sobie założyłem i to wychodzi. I nawet jeśli coś nie wyjdzie, to to, co wychodzi, mnie cieszy.
3. Czy początki tworzenia tej szkoły były trudne? Może nam coś ksiądz o nich opowiedzieć?
Były i trudne, i łatwe. Chyba największą trudnością na początku było to, że dostaliśmy tylko fragment tego budynku i przez kolejne lata mieliśmy jeszcze inny budynek i tak jeździliśmy między nimi, co nie było wcale takie łatwe. Ale ze wszystkimi tymi trudnościami sobie poradziliśmy.
4. Ilu mniej więcej uczniów chodziło do szkoły w pierwszym roku jej istnienia?
Na początku było 5 klas szkoły podstawowej i jedna klasa gimnazjum. Wszystkich uczniów było razem ze 120, trochę ponad 10 nauczycieli. A dziś w szkole jest ponad 800 uczniów i 80–90 pracowników.
5. Czym się różni dzisiejsza szkoła od tej sprzed 20 lat?
Przede wszystkim właśnie ilością uczniów.
6. Jakie były etapy rozbudowy szkoły?
Na początku otrzymaliśmy to skrzydło, gdzie teraz są maluchy. Tam właśnie mieliśmy całą szkołę podstawową i jedną klasę gimnazjalną. Moje biuro i sekretariat było tam, gdzie swoje biura mają teraz panie wicedyrektorki. Tam gdzie jest Pani Rozalia Stępniak, urzędowałem ja; tam gdzie Pani Matysiak, był sekretariat szkoły. Potem po 3 latach istnienia udało nam się pozyskać jeszcze jeden korytarz, na którym dzisiaj znajduje się pracownia chemiczna. Dopiero w kolejnych latach dostaliśmy cały budynek.
7. Co ksiądz najbardziej lubi w naszej szkole?
Wszystko lubię. Najbardziej lubię atmosferę naszej szkoły. To, że uczniowie są twórczy, bardzo zaangażowani. To naprawdę cieszy, lubię tu przebywać. Że nauczyciele tak pięknie pracują, że się angażują, że wiele rzeczy organizują. Także to mi się bardzo podoba.
8. Czy podzieliłby się ksiądz jakąś swoją ulubioną historią z życia naszej szkoły? Może dalekie wspomnienia, może zabawna anegdota?
W zasadzie wszystkie historie związane z tą szkołą są moimi ulubionymi. Ale może taka historia, która świetnie ją obrazuje. Mianowicie — cieszę się, że staliśmy się taką szkołą, która w ogóle nie musi się reklamować. Że mamy u siebie rodzeństwa, że rodzice opowiadają o niej swoim krewnym, swoim znajomym. Cieszy mnie to! To dobry znak, że nasi uczniowie, którzy chodzili do naszego gimnazjum i liceum, mają już dzieci i zapisują je do naszej szkoły. Mamy też, co więcej, dwie absolwentki naszej szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum, które po studiach do nas wróciły i dzisiaj są tutaj nauczycielkami.
„Cieszę się, że staliśmy się taką szkołą, która w ogóle nie musi się reklamować.”— Ks. Dyr. Arkadiusz Szymczak
9. Nasza szkoła wyróżnia się tym, że uczniowie noszą mundurki. Skąd pomysł, aby je wprowadzić?
Od samego początku chcieliśmy, aby każdy w naszej szkole czuł się dobrze, żeby nie było pokazywania palcami — ten jest bogaty, ten jest biedny. A po stroju zewnętrznym zauważalne są różnice. Dlatego wpadliśmy na pomysł, żeby uczniowie naszej szkoły chodzili w mundurkach. Nie chodziło nam jednak o to, aby wszyscy wyglądali jednakowo. Na przykład — ty masz inną koszulkę, on ma inną, każdy wybiera w zależności od pogody i tego, jaki kolor lubi. Nie ma jednak chodzenia w normalnych strojach, właśnie dlatego, żeby tej „rewii mody” uniknąć.
10. Czy ma ksiądz w perspektywie nadchodzących lat jakieś plany związane z naszą szkołą? Czy możemy spodziewać się remontów, wydarzeń, zmian?
No taaak! Jeszcze w tym roku szkolnym — w wakacje — mam nadzieję, że uda nam się dokończyć remont całego bloku sportowego (nowe szatnie, prysznice). Czekamy też na realizację projektu z budżetu obywatelskiego, który dzięki staraniom rodziców udało nam się pozyskać. Będą nas czekały poważne remonty na boisku szkolnym. Powoli też zaczynamy remontować pomieszczenia, w których jesteśmy od 20 lat — wszystkie klasy nauczania początkowego wyglądają już teraz zupełnie inaczej, bo przeszły gruntowny remont. A po kolei będziemy też remontować inne sale.
11. Zwykle zajmuje ksiądz honorowe miejsce jako gość na różnych wydarzeniach i uroczystościach z życia szkoły. Czy jest jakieś wydarzenie, które szczególnie zapadło księdzu w pamięci?
Pamiętam doskonale pierwszą mszę świętą, jak 1 września rozpoczął się pierwszy rok szkolny. Wszyscy mieściliśmy się wtedy w dolnym kościele (aktualnie wypełniamy cały górny kościół). Zapamiętałem też bardzo dobrze uroczystości 5-, 10- i 15-lecia szkoły. Mam nadzieję, że to 20-lecie też zapadnie mi w pamięć.
12. Jak wspomina ksiądz swoje szkolne czasy? Jest ksiądz skłonny podzielić się z nami jakąś anegdotą?
Ta anegdota wiąże się nie tylko z moją, ale też z tą szkołą. Miałem fantastycznego nauczyciela od historii w szkole podstawowej. I wyobraźcie sobie, że pierwszą uczennicą, którą rodzice zapisali do naszego gimnazjum, była dziewczynka, której dziadek przeczytał wywiad w gazecie ze mną i powiedział: „moja wnuczka będzie chodziła do tej szkoły!” I wiecie, kto był tym dziadkiem? Mój nauczyciel od historii!
13. Jaki przedmiot szkolny był księdza ulubionym i dlaczego?
W szkole podstawowej przedmiotem, który bardzo lubiłem, była właśnie historia.
14. A za jakim przedmiotem ksiądz nieszczególnie przepadał w swojej szkolnej karierze?
Najmniej ulubiony? Nie przepadałem za biologią, chemią.
15. Jakie jest księdza największe marzenie?
Żeby ta szkoła cieszyła się zawsze uznaniem wśród wielu osób… chociaż nie! Największym moim marzeniem jest to, żebym spotykając naszych absolwentów dowiadywał się od nich, że radzą sobie świetnie w życiu, że między innymi szkoła ich do tego przygotowała.
16. Jedną z tradycji naszej szkoły są coroczne wyjazdy ósmoklasistów do Rzymu, w których ksiądz bierze aktywny udział. Czy ma ksiądz jakieś ulubione miejsce, zabytek lub dzieło sztuki w tym mieście?
Bardzo lubię cały Rzym. Gdybym miał jednak powiedzieć o jednym miejscu… Są to ulice w okolicach Panteonu albo takie wąskie uliczki między placem Navona, a zamkiem św. Anioła.
17. Co robi ksiądz w wolnym czasie? Chętnie poznalibyśmy księdza hobby.
W wolnym czasie najchętniej lubię realizować swoją pasję, którą jest fotografia. Gdy mam więcej czasu, chętnie wyjeżdżam za miasto, żeby pofotografować. A jeśli nie mam dużo wolnego czasu, to wychodzę sobie na godzinkę, dwie w Poznaniu — na ulicę czy na Cytadelę i tam robię zdjęcia. Najbardziej lubię fotografować swojskie klimaty — wiejskie krajobrazy, naturę.
18. Czy jest w życiu księdza jakiś autorytet, którego postępowanie i postawa pomagają iść przez życie?
Na pewno Jan Paweł II — gdybym miał wymienić jeden, najważniejszy.
19. Czy jest jakaś życiowa rada, którą ksiądz chciałby przekazać naszym uczniom?
Poradziłbym, żebyście nie tylko bardzo dobrze się uczyli (to też), ale żebyście w tym okresie nauki znaleźli jakąś swoją pasję, w której będziecie się realizować. Pasję, która pomoże Wam przejść przez życie.
20. Na koniec: czego ksiądz życzy naszej szkole z okazji tego wspaniałego jubileuszu?
Kolejnych udanych lat i przygotowania się do kolejnego jubileuszu 25-lecia.
— Rozmawiali Krzysztof Jarmusz i Szymon Przyborowski, klasa 6b
✻ ✻ ✻
↑ wróć do spisuOd 150 do blisko 800 uczniów
Dwadzieścia lat, trzy spisy: 2006 — pierwszy rok; 2016 — środek drogi; 2026 — dzień jubileuszu.
Uczniowie
Stan zatrudnienia
25 Nauczycieli
3 Administracja
4 Obsługa
73 Nauczycieli
6 Administracja
14 Obsługa
trzykrotny wzrost zatrudnienia · niemal pięciokrotny wzrost liczby uczniów
✻ ✻ ✻
↑ wróć do spisuLicealna Grupa Teatralna
Spektakle, próby, premiery — i wspomnienia, które zostają na długo po opuszczeniu szkoły.
Od wielu lat ważną częścią życia naszej szkoły jest Licealna Grupa Teatralna LGT, która tworzy spektakle, rozwija pasje artystyczne uczniów i buduje niezwykłą atmosferę wspólnoty.
Przez lata uczniowie przygotowali wiele przedstawień, m.in. „Moralność pani Dulskiej” czy „Ożenek”, występując przed społecznością szkoły i gośćmi wydarzeń jubileuszowych.
LGT to nie tylko teatr — to miejsce przyjaźni, kreatywności i wspólnych emocji, które dla wielu uczniów stały się jednym z najpiękniejszych wspomnień ze szkoły.
✻ ✻ ✻
↑ wróć do spisuBELFER — szkolna gala pełna emocji
Dzień Edukacji Narodowej w naszej szkole wygląda inaczej niż gdziekolwiek indziej.
Od lat wyjątkowym wydarzeniem w naszej szkole jest Gala Belfer — organizowana z okazji Dnia Edukacji Narodowej uroczystość, podczas której uczniowie dziękują nauczycielom za ich pracę, zaangażowanie i codzienną obecność.
To wydarzenie pełne humoru, wzruszeń i kreatywności, które stało się jedną z najpiękniejszych tradycji naszej społeczności. Uczniowie przygotowują występy, filmy i niespodzianki, tworząc atmosferę wdzięczności i wspólnego świętowania.
Belfer to nie tylko gala — to symbol relacji między uczniami i nauczycielami oraz dowód na to, że szkołę tworzą przede wszystkim ludzie i wspólne emocje.
✻ ✻ ✻
↑ wróć do spisuZespół Szkół Salezjańskich w Poznaniu · os. Bohaterów II Wojny Światowej 29 · 61-387 Poznań
tel. 61 875-62-30 · szkola-poznan@salezjanie.pl · zssp.pl
★ XX-lecie ZSS Poznań · 2006 – 2026 ★

